4

Przeczytałam kolejną książkę. Ale koniecznie muszę przyspieszyć, bo obliczyłam ile statystycznie stron czytałam dziennie i wyszło mi, że czternaście. Zdecydowanie stać mnie na więcej. Książka to Antyspołeczny, której autorem jest Nick Pettigrew. Zacznę oczywiście od opowiedzenia jak ten tytuł trafił w moje ręcę. Czasem (choć ostatnio niestety coraz rzadziej) bywają w mojej pracy takie momenty, że siedzę i nie mam co robić. Wszystkie protokoły, opinie, wnioski i indywidualne plany resocjalizacyjne napisane, wszystkie emaile przeczytane, nikt nie dobija mi się do gabinetu, a do tego jestem na piętrze sama i nie mogę zająć mojego czasu pogaduszkami, które w dzienniku pracy zapisuje pod hasłem wewnętrzna konsultacja. W takich chwilach najczęściej przeglądam internet, ale żeby nie czuć się zupełnie nielegalnie marnotrawiąc swoje opłacone godziny, to przeglądam księgarnie w poszukiwaniu książek branżowych. Zwykle używam filtrowania wybierając książki z dziedziny nauk społecznych oraz sortowanie od najtańszych w poszukiwaniu promocji lub egzemplarzy z outletu (no cóż, nie jest to mocno dochodowa branża). Tak o to trafiłam na Antyspołecznego i parę innych książek, ale ta ze względu na lżejszą formę i mniej przytłaczająco brzmiący tytuł, niż reszta (na półce czeka Granica bólu o przemocy czy Jak człowiek staje się mordercą aktualnie na wypożyczeniu) właśnie on wpadł w moje ręcę na początek. Rozpoczął on też challenge, który postawiłam sama sobie, żeby czytać 3 książki miesięcznie. Trochę w celu uzupełnienia mojej wiedzy o ludziach, co jest mi niezbędne w pracy, a trochę w celu dalszego rozwijania mojego zasobu słownictwa, który na wielu robi wrażenie, a dla wielu wciąż jest żenująco ubogi.

Tak więc Antyspołeczny - jest to dziennik, prowadzony przez autora Nicka Pettigrew, który zajmuje stanowisko tak zwanego ASBO (anti-social behaviour officer) i opisuje swoje codzienne życie w pracy. W Wielkiej Brytanii taki ASBO to człowiek, do którego zgłaszasz się kiedy Twoi sąsiedzi, rodzina, bądź ktoś kogo znasz wykazuje zachowania antyspołeczne, czyli w skrócie - takie zachowania, które godzą w dobro innych. Tutaj pojawia się moje pierwsze rozczarowanie, gdyż wydawało mi się, że taki ASBO to człowiek, które zajmuje się tym w szerszy sposób, ale jak się okazało z biegiem czytania książki, ASBO zajmuje się określonym terenem zamieszkanych przez różnych ludzi mieszkań socjalnych. Ludzie (z różnych względów) dostają mieszkania od Państwa, płacą (lub nie) czynsz i jeśli coś przeskrobią to mają do czynienia z całym zespołem od zachowań antyspołecznych. Jak czytamy w dzienniku Nicka zachowania mogą być różne - hałas, przemoc domowa, handel narkotykami, domowa hodowla marihuany, tak różne jak różne są powody tych zachowań - problemy ze znalezieniem pracy, samotność, zaburzenia psychiczne, uzależnienie. Tak więc - książka jest o tym.

Oprócz opisów różnych przypadków, z którymi Nick radził sobie (lub nie) w pracy, dostajemy także zarys jego wewnętrznych przeżyć, wspomnienia z życia (w których pojawiają się również zachowania antyspołeczne w jego wykonaniu) i dużo, dużo przemyśleń - zwykle bardzo przygnębiających. Na kartach tego dziennika znajdziemy informacje o tym, że sam autor mierzy się z zaburzeniami nastroju i przyjmuje leki antydepresyjne. Natłok pracy, stresujące wydarzenia w jej trakcie, brak satysfakcjonującego zakończenia spraw, bezsilność mimo chęci pomocy innym nasila jego stany obniżenia nastroju. Finalnie autor rezygnuje z pracy na tym stanowisku.

Czytając wiele recenzji tej książki natknęłam się na opinię, że autor opisuje pracę i swoje życie błyskotliwie, zabawnie, prawdziwie i nie mogę się z tym nie zgodzić. Jednak moje zboczenie zawodowe od początku tej lektury dawało się we znaki i zmuszało mnie, aby dojść do wniosku, że człowiek w takim stanie psychicznym, nie powinien wykonywać tej pracy. Sama wiem jak to jest, jak się zezłoszczę i pokłócę z kimś kogo lubię (serdeczne pozdrowienia) co skutkuje obniżeniem mojego nastroju (nieporównywalnym do stanów depresyjnych oczywiście) idąc do pracy obawiam się, że to z czym się będę w niej mierzyć mnie przerośnie. Co prawda mam jeszcze tę umiejętność wynikającą z zapału do pracy, żeby wszystko zostawić za sobą i swoją przestrzeń psychiczną i emocjonalną wyłożyć na tacy dla tych, którzy potrzebują pomocy - wiem jednak, że sporo mnie to kosztuje. Co prawda Nick nie był psychologiem, jego praca nie polegała na wsparciu emocjonalnym innych osób, jednak tak samo jak moja, wymagała od niego cierpliwości, wrażliwości i przejmowania się losem innych. Tak więc zamiast wyłapywać tę błyskotliwość i poczucie humoru wyłapywałam dużo przygnębienia, przepracowania, wypalenia i odetchnęłam z ulgą, gdy na końcu okazało się, że autor zrezygnował z pracy na tym stanowisku.

Tak więc moje odczucia co do tej książki nie są (jak większości ludzi zapewne) związane z opisywanymi przypadkami osób dopuszczających się lub zgłaszających zachowania antyspołeczne, a raczej z przeżyciami autora i ogólnym ciężarem wykonywania zawodów pomocowych. I chociaż końcowe przemyślenia autora, dotyczące błędu obcinania budżetu Państwa na profilaktykę i pomoc w zakresie zdrowa psychicznego, odnoszą się do Wielkiej Brytanii to i w naszym grajdołku znajdą zastosowanie. Obawiam się, że znajdą zastosowanie wszędzie. Warto więc sięgnąć po tę książkę, aby uświadomić sobie, że pomimo, że wachlarz zachowań antyspołecznych jest ogromny, to zwykle ma bardzo podobne źródło. Jakie? Myślę, że do tego powinien dojść każdy sam czytając te pozycję.

Pomimo, że użyłam w tej recenzji słowa rozczarowanie to chciałabym Wam tę pozycję polecić. Myślę, że każdy odbierze ją inaczej, ze względu na wyznawane wartości, wykonywany zawód czy doświadczenia życiowe. I uważam, że to bardzo dobrze, bo chyba też o to chodzi w książkach, żeby były uniwersalne a jednocześnie pobudzające do spojrzeń na życie z różnych perspektyw.

Moja ogólna ocena to 4 (w studenckiej skali 2 - 5).

Komentarze

  1. Jak zwykle ciekawy komentarz,rozbudowana subiektywna recenzja.I ja zamyslilam się nad przeżyciami głównego bohatera,bo jakieś miejsca wspólne by się znalazły 😁.A jeśli chodzi o zarzut o niewystarczający zasób słownictwa autorki bloga,to zdecydowanie się nie zgadzam 😆.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

7 - O niezadowoleniu z siebie i zadowoleniu z książek

6 - Książki, które (prze)czytałam w październiku

5